iphonowygigant

IPod i iTunes - zakończenie 10-letniej farsy.

Jeśli jesteś gigantem na rynku nowych technologii musisz liczyć się z tym, że w sądzie będziesz gościł często. To reguła, którą zauważyłem, przeglądając newsy ze świata biznesu. Jeśli twoje przychody są duże, stajesz się idealną jednostką do obskubania. Oczywiście są sytuacje, w których może ci się należeć, ale w dużej liczbie przypadków będzie to raczej bezpodstawne.
A teraz - o co mi chodzi? Ostatnio przeprowadziłem interesująca rozmowę z pracownikiem serwisu Apple. Był mi potrzebny serwis gwarancyjny iPhone - poszukałem, znalazłem, poszedłem, sprawę załatwiłem a przy okazji trochę nowości się dowiedziałem. Otóż okazuje się, że farsa, która trwała kilka lat jest już za nami. A właściwie za Apple. Gigant z Cupertino od dawna nie mógł poradzić sobie z oskarżeniem o bezprawne usuwanie muzyki z prywatnych iPodów konsumentów, którzy zakupili ten sprzęt w latach 2006-2009. Oczywiście chodzi tu o utwory, które nie pochodziły z iTunes. Do oskarżenia dodano też inne kwestie, jak wykluczanie możliwości wgrania muzyki spoza sklepu Apple. Innymi słowy, Tima Cooka i cały zespół podejrzewano o bardzo monopolistyczne zagrania. Poszkodowani oczywiście żądali sporego zadośćuczynienia za taki występek. Podstawą ich zbiorowego pozwu był brak informacji o takim stanie rzeczy przed zakupem urządzenia. Twierdzili, że jeśli miało tak być, to oni chcieliby o tym wiedzieć wcześniej, a nie dopiero po zdobyciu iPoda. I słusznie… gdyby to była prawda. Okazało się, że Apple nie wyrządziło nikomu żadnej szkody. Zostało w pełni oczyszczone z zarzutów. Niestety, rzekomo poszkodowani - innymi słowy sępy - nie otrzymają od marki Apple 350 mln dolarów. Przykro mi. Prawnicy giganta z Cupertino zdołali wybronić firmę i udowodnili, że oskarżenia są bezpodstawne. Mało tego udało im się także dowieść, że część oskarżających nie posiadała nawet iPodów! Nieźle co?